Góry Stołowe



Góry kocham od zawsze. Wszystkie, nawet na najmniejsze pagórki, wspinam się z zachwytem.
Dzisiaj zabieram Was na wycieczkę po Górach Stołowych.
Wycieczkę te odbyłam bardzo dawno temu ale czkawką przypomniały mi się na dysku. Więc zapraszam Was na spacer:




 















Booking.com

Wianki z =okiem na Wrocław=


Jeszcze pod koniec września, gdy ostatnie promienie słońca próbowały wróżyć polską złotą jesień, byłam na warsztatach z plenienia wianków przeprowadzonych przez Kwiaciarnię Kwiaty&Miut we Wrocławskim PURO Hotels w ramach "Oko na Wrocław".

Miejsce przepiękne, cudowni ludzie, wygodne leżaczki i pyszne jedzonko. Kawka mocna i krzepiąca, świetna muzyka i możliwość zakupienia autorskich produktów, projektów, książek- same superlatywy. Wydarzenie na którym warto było się pojawić.

Ale byłam tam w konkretnym celu: nauczyć się pleść wianki ( bo głupoty plotę fenomenalnie) I udało się!  W świetnej atmosferze i pod okiem ekspertów zaplatałyśmy wianki chłonąc do uszu rytmiczna muzykę i owijając drucikiem przygotowane dla nas kwiecie.
Ewidentnie ekipa Kwiaty&Miut wie, jak to się robi.
A resztę opowiedzą Wam zdjęcia







 







Angels and friends

Jestem totalną fanką rękodzieła. Nie dość że moje palce ciągle wymagają zabawiania, to podkochuję się we wszystkich handmejdach.  Anielice Ani  skradały mi serce już dawno temu.
Pamiętam, jak w Bolesławieckiej cukierni, uchyliła mi rąbka tajemnicy, pokazując przepiękną lalkę pokaźnych rozmiarów która SAMA STAŁA!
Później zamieszkał u mnie anioł sygnowany stemplami ceramiki Bolesławieckiej - kocham niezmiennie. I króliczki wielkanocne które radośnie wiosną siedzą u mnie na komodzie.  Teraz, kiedy stałam się ciocią, nie przyszło mi do głowy nic innego jak rozpieścić dwie małe księżniczki ich własnymi anielicami.
Spójrzcie same jakie są cudne!
Obowiązkowo ze szczypta różu- bo jakiż to inny kolor miałby pasować do dziewczęcych uśmiechów? :)







A na deser : Gruszki w cieście

Czasami, ale to czasami, przepadam w kuchni i czerpię z niej masę inspiracji i przyjemności.
Czasami- lubię dogodzić moim najbliższym i zaspokoić apetyt na "małe co-nieco"
Czasami- słodki dester jest najlepszym lekarstwem na wszystkie bolączki.

Dziś polecę Wam moją wariację z gruszkami w roli głównej.
3 składniki i szczypta miłości:
- ciasto francuskie
- 3 lub 4 gruszki
- szczypta cukru/cynamonu

Gruszki obieramy, przecinamy na pół i wyjmujemy ganizda nasiene.
Posypujemy szczyptą cukru ( można tez cynamonem ) . Obkładamy ciastem francuskim, docinamy, dekorujemy i pieczemy w.g. wskazań na cieście francuskim.

I smacznego! Cudownej wiosny kochani!




 I mały backstage




Zima w Zakopanem



Góry to moja kolejna miłość.
Ta wycieczka była dla mnie wielką niespodzianką. Mój R, którego wówczas świeżo poznałam, zaprosił nas na ferie do Zakopanego. Ah! Ileż to ja miałam obaw! Ale ostatecznie brak rozsądku wziął górę- i bardzo dobrze ;)
Na miejsce, wraz z Nami dotarła Zima. W dniu gdy przyjechaliśmy jeszcze popadywał deszcz, dzieci z radością pobiegły pomoczyć się w nasiąkniętych wodą pozostałościach po poprzednich opadach śniegu a my zajęliśmy się wyjmowaniem bagaży. Nawet nie wiecie jak szybko zbladłam, gdy zobaczyłam że R prócz naszych rzeczy miał w bagażniku łom :)))) Jak się okazało, był to łom firmowy, którego zapomniał wyjąc przed wyjazdem. Ale to, co urodziło się przez pobyt w Zakopanem w mojej głowie, spokojnie nadawało se na thriller ;)
Cała ja.
Zakopane oczywiście piękne i zatłoczone. Ale same góry- pełen zachwyt. Robiłam mnóstwo zdjęć mimo że palce przymarzały mi do aparatu.
Chłopcy, mega wytrwali - doszli z Nami nad Morskie oko i z powrotem.
Tymek, który miał wtedy 4 lata zasnął idąc! Gdy już prawie na samym dole zatrzymał się pan z Fasiągiem proponując nam podwózkę na dół, dziecko usiadło i  całkiem odleciało pochrapując.
Ale sami oceńcie widoki. Czasami warto się zmęczyć by coś pięknego zobaczyć.

Ps. Nie pokarzę Wam naszych zdjęć, bo ja, jak się okazało, mam alergię na konie i w drodze nad Morsie Oko tak spuchłam, że wyglądałam jak świnka. Bywa. Widocznie R był bardzo zakochany skoro Mu to nie przeszkadzało :p

Ps2. Mieszkaliśmy w "Willa Marysieńka" mogę z czystym sumieniem polecić. Jedzonko też pycha.